ćwiczenia w pisaniu

Przedzierając się od lat w kategorii: horror, trafiłam na troszkę większą perełkę w ostatnich dwóch latach produkcji filmów.  Gdy dostrzegłam zwiastun reklamowy troszkę mnie zniechęcił do obejrzenia ”Naznaczonego”. Bałam się, że film stworzony przez twórców ”Paranormal Activity” i kolejnych części „Piły” będzie marny. Jednak po zlustrowaniu okazało się,  że reżyserem jest sam James Wan, czyli autor pierwszej części „Piły” i scenarzysta Leigh Whannell, więc postanowiłam dać drugą szansę „Naznaczonemu”.
Cieszę się,  że nie popełniłam tego błędu i zasiadłam ponad trzy razy w sali kinowej na fotelu widza.

Naznaczony

„Naznaczony” czerpie inspiracje z dawnych, lecz również  dobrych produkcji filmowych.
Zdecydowanie widzimy kopie ”Lśnienia”,  czy odniesienie do „Ducha” z 1982 roku i dziecka z „Omena”. Reżyser skupił się na detalach i głośnych dźwiękach,  które atakują obserwatora nagle z dużym natężeniem. Już czołówka świetnie oddaje klimat grozy i tajemnicy. W filmie roi się od scen, które diametralnie podnoszą ciśnienie oglądającego, poprzez uderzenia w przeróżne instrumenty. Schody skrzypią, zegar szaleńczo tyka, alarm gwałtownie wyję, występują dziwne odgłosy, tajemnicze cienie, a światło flesza błyska, wzbudzając szaleńcze bicie serca z przerażenia. Do tego dochodzi znakomita oprawa muzyczna stworzona przez Josepha Bishara.
Choć  film od czterdziestej minuty staje się przewidywalny i schematyczny, jednak muzyka nie pozwala nam o tym myśleć. Widz automatycznie wchłania strach przez narząd słuchowy do mózgu.
„Naznaczony” jest oparty w głównej mierze na warstwie dźwiękowej, która jest jego najbardziej specyficznym elementem. Niestety, lekkim minusem dla niektórych w filmie może być bałagan sytuacyjny. Film nagle zostaje podzielony na dwie części. Pojawia się motyw podróży poza ciałem, sceny seansu spirytystycznego w masce gazowej, co ochoczo wywołuje śmiech, jednak realizator niby przeczuwając żenującą sytuacje naprostował wątek dodając kolejny motyw strachu, wciągający widza jeszcze bardziej w fotel.
Reżyser i scenarzysta pokazali, że elementy typowego horroru, chodź są publice dobrze znane, w odpowiedni sposób, wciąż działają i przyprawiają o ciarki.
Sądzę, że w drugiej części film traci rozpęd, gra aktorska również, lecz za małe pieniądze i porównując filmy, które powstały przez najbliższe trzy lata w dużej mierze nie dorównują „Naznaczonemu”.
A na dodatek zamiast krwawej i poważnej opowieści o duchach otrzymaliśmy na swój sposób urokliwy straszak, który warto obejrzeć.

Jedna odpowiedź na „Projekt 5 MK”



Roman Rzadkowski - autor